Lovish to nowa gierka twórców znakomitego Astalon: Tears of The Earth. Mniejsza w skali, bo to jednoekranowiec i przejście jej 70 poziomów bez masterowania zajmuje około trzech godzin.
Zwiastun może zmylić, sugerując że to w jakiś sposób action RPG. Nic takiego, to dwu (później trzy) przyciskowy precision-platformer przetkany śmiesznymi scenkami między levelami.
Zaczyna się niewinnie. Ot, nasz bohater w celu uratowania księżniczki musi się przedrzeć do zamku Demon Lorda skacząc po platformach i czasem uruchamiając jakiś przycisk, żeby otworzyć drzwi prowadzące do kolejnej planszy.
Lovish nie kryje swoich inspiracji i w parodialny sposób oddaje hołd znanym i lubianym klasykom, szczególnie we wspomnianych scenkach:


Pierwsza meta-warstwa jest taka, że niektóre sceny są interaktywne. Możemy np. uniknąć wpadnięcia w pułapkę wduszając strzałkę w momencie pojawienia się wykrzyknika. Co więcej, znajdziemy stary zwój, który nam to podpowiada.
Zdarza się, że podczas takiego "eventu" dostaniemy parę pieniążków, zyskamy bądź stracimy parę punktów HP, musimy zawalczyć turowo z jakimś potworem albo zostaniemy przeniesieni do bonusowego levelu (wyglądającego baaardzo znajomo
):

Druga meta-i-nie-tylko warstwa gierki to bonusowe korony. Odblokowujemy w trakcie rozgrywki trzy rodzaje:
- ukryta korona
- korona za przejście bez atakowania przeciwników
- korona za speedrun
Podczas pierwszego przejścia nazbierałem tylko 62/264 (gdzie no-kill/speedrun się pojawiają dopiero po zrobieniu paru światów). No. Do niektórych nawet nie wiem z której strony podejść, żeby NIE zaatakować wroga. Replay value jeśli chcecie się pokatować jeszcze parę godzin jest zatem niezły.
Do tego dochodzi jeszcze "globalne" HP. Zaczynamy, mając 200 punktów życia i po udupieniu Demon Lorda dostajemy informację z iloma serduszkami ukończyliśmy grę:

