Skocz do zawartości

Zdjęcie

Romancing SaGa 3

Square Square Enix SNES Switch XONE PS4 Vita iOS AND

  • Zaloguj się by odpowiedzieć
1 odpowiedzi na ten temat

#1 Tawotnica Napisany 23 marzec 2020 - 09:29

Tawotnica

    Samus Aran

  • Moderatorzy
  • 13198 Postów:


Romancing SaGa 3, wydana w 1995 roku, to ostatnia gra z serii SaGa, która pojawiła się na SNESa (czy raczej Super Famicom, bo po angielsku wydaną grę dopiero w listopadzie ubiegłego roku). Licząc razem z tytułami wydanymi u nas jako "Final Fantasy Legend" SaGa 3 to szósta odsłona serii. Typowe Square :ftopa:

To moja pierwsza styczność z SaGą, w trójkę z tego co czytałem nowym graczom jest jeszcze najlatwiej się wgryźć.

Jest to jeden z tych jRPGów w których nie ma expa, a nowe umiejętności, HP/SP czy poziomy broni zdobywa się podczas walk, co sprawia na mnie zawsze wrażenie dość randomowego systemu.
Po każdej walce odnawiaja się HP, więc leczeniem się poza potyczkami nie ma się co przejmować. Każda postać ma określoną ilość LP, czyli punktów życia, gdzie każdy zgon = -1 LP. Gdy Life Points zmaleją do zera, dany bohater opuszcza naszą drużynę (nie wiem czy nie na zawsze).

Budowanie drużyny, przyłączające i odłączające się co chwila postacie oraz zwiedzanie świata wg włąsnego widzimisię to elementy dookoła których się kręci Romancing SaGa 3.
Właściwie jest to open-worldowy jRPG zrobiony 25 lat temu. Na początku wybieramy jednego z ośmiu bohaterów i przechodzimy krótki prolog. Po prologu ekipa się rozlatuje i swoim wybrańcem zaczynamy przygodę.

Pierwsze parę godzin byłem mocno zdezorientowany. Znalazłem w barze dwójkę byłych kompanów, z którymi popłynąłem statkiem do kolejnego miasta, bo w pierwszym nie było praktycznie nic do roboty, oprócz wybrania się na szczyt góry zasłonięty mgłą, której nie szło rozproszyć.

Musicie wiedzieć, że w SaGa 3 nie można sobie ot tak gdzieś pójść z buta. Nie ma tradycyjnego overworlda z random encounterami i dungeonami. Zamiast tego po prostu wybiera się punkty na mapie a la fast travel. Zajęło mi chwilę ogarnięcie, że nowe miejsca na mapce pojawiają się po tym, jak się usłyszy od NPC że one istnieją. Przykładowo ta góra z mgłą o której wyżej wspomniałem. Zagadałem z jakimś dziadkiem, który stwierdził że na szczycie znajdę skarby, jeśli tylko ogarnę jakiś sposób na mgłę. Dopiero po tym dialogu pojawiła się góra na mapie.

Miasta działają podobnie. "Ohoho, Lance to miasteczko leżące na północy, gdzie pada śnieg". Pyk, w porcie pojawia się opcja popłynięcia do Lance. Zajęło mi chwilę okiełznanie tego. Za wycieczkę statkiem trzeba zapłacić, później działa normalny fast travel. Jak nowe miasto jest blisko tego, w którm się aktualnie znajdujemy to czasem od razu pojawia się na mapie.

Gra mi wreszcie "kliknęła" jak przyjąłem zasadę, że gadam ze wszystkimi mieszkańcami, skupiam się na jednym queście i koncentruję na dwóch, maks trzech postaciach, resztą rotując. Wyczaiłem dziuplę bandytów i ich stamtąd wygoniłem. Uratowałem miasteczko od plagi szczurów (burmistrz chciał im dać na pożarcie najpierw mnie, później mała dziewczynkę...). Później spotkałem sympatycznego pana homara, który chce żebym mu pomógł udupić złą rybę. Yup, gierka się staje coraz dziwniejsza„ to lubię :yao:

Główny wątek fabularny koncentruje się na tajemniczym wydarzeniu znanym jako „Death Eclipse”. Basically, co 300 lat kończy się świat i powstaje na nowo. Zdarza się czasami, że ktoś przeżyje ten reset. Wydarzenia z Romancing Saga 3 dzieją się paręnaście lat po ostatnim Death Eclipse, a nasi bohaterowie poszukują spuścizny po ostatnich ocalałych i najpewniej będą musieli zamknąć wrota bram otchłani (uuuuu!), bo nie wyobrażam sobie żeby za chwilę nic tragicznego się nie wydarzyło :olo:

Graficznie jest bardzo ładnie odświeżone: tak chciałbym pamiętać gry ze SNESa. Lepiej wyeksponowane tła, ostre tekstury, pięknie zakonserwowane sprity. Nie jest to HD2D jak Octopath, ale ślicznie odrestaurowane miasteczka i wielcy w porównaniu do bohaterów przeciwnicy zdecydowanie przypominają Octo. Za remaster odpowiada ArtePiazza, studio które zajmowało się m.in. Dragon Questami na NDS. Dobra robota imo.

Zobaczymy co będzie dalej i przede wszystkim co będzie jak się natknę na jakiś poważniejszy roadblock. Początek był chaotyczny i niejasny, ale mid-game w tej chwili miodny.
  • 2

#2 Tawotnica Napisany 24 marzec 2020 - 23:25

Tawotnica

    Samus Aran

  • Moderatorzy
  • 13198 Postów:
7Vy21xL.jpg

u9jRfrN.jpg

B9BflT2.jpg

5irEiat.jpg

ale gierka! Takie coś, wydane 25 lat temu? Zaczyna się robić trudno (albo coś spieprzyłem :ftopa:) Samochód mną pomiata, w turnieju w Zweig kończę w 1/4 finale, nie wiem co zrobić na pustyni, a w Vanguard zaczynają się dziać straszne reczy.

Trochę upierdliwe jest, że niektórych bohaterów nie idzie tak łatwo wygonić z drużyny, bo już mam z 4-5 opcji na nowe postacie, ale nie jestem pewien za kogo je wymienić.

Dziwny jest też system banków. Można na raz trzymać tylko 10000 złota. Cały zdobyty nadmiar wędruje do skrytki, ale tylko kasa z questów, ta co wypada z potworów przepada, więc dobrze trochę powydawać na czary i eq (chyba...).

Dużo się szwendam i gadam 50 razy ze wszystkimi, co się okazuje dość skutecznym sposobem, żeby odkryć nowe questy. Save scamming w tej grze jest koniecznością, bo misje często wykluczają powrót do mapy przed ich zakończeniem, ergo łatwo się zaciąć nie zapisując gry na przynajmniej paru slotach. Skalowanie poziomu przeciwników też jakieś jest, bo w regionach w których było dość łatwo zaczęły się pojawiać nowe, mocniejsze potwory zmieszane z mi już znanymi.

Broń też nie tak łatwo zmienić, bo mimo łączonych leveli broni miecz dwuręczny =/= miecz jednoręczny i ma to wpływ na dostępne umiejętności. Tak a propos umiejętności, to bohaterowie uczą się też pasywnych skilli jak przykładowo odporność na hipnozę.

Miejscówki są bardzo różnorodne. Już byłem w świecie snów, demonicznej wieży, na plaży, pustyni i zamrożonym jeziorze. No i takie akcje jak walka na samochodach powyżej. WTF.

Mocno polecam każdemu, komu nie straszne staroszkolne erpegi. SaGa to unikatowa perełka.
  • 3



Inne z tagami: