Skocz do zawartości

Zdjęcie

Soma Bringer

Monolith Soft Nintendo NDS

  • Zaloguj się by odpowiedzieć
1 odpowiedzi na ten temat

#1 Tawotnica Napisany 10 lipiec 2020 - 22:36

Tawotnica

    Samus Aran

  • Moderatorzy
  • 13021 Postów:
XWSDAEY.jpg
 
Skoro już odgrzebałem poczciwego DSa, żeby ograć Pokemony to poszedłem za ciosem i ograłem wreszcie coś, co mi zdecydowanie za długo zalegało na półce. Soma Bringer, action RPG produkcji Monolith Soft, wydany przez Nintendo wyłącznie w Japonii 2008 roku, ale całe szczęście przetłumaczony rok później dzięki prężnie działającej wtedy sceny hakerskiej NDS.
 
Gierka ta w założeniach jest prostym hack n’ slashem, zbudowanym z myślą o grze wieloosobowej, którą pod tym względem można porównać do serii Secret of Mana czy nieco mniej znanego Final Fantasy Explorers. 
 
Akcja rozgrywa się w świecie, którego paliwem jest tytułowa Soma, magiczna energia bez której ludzie nie wyobrażają sobie życia. Ziemia ta chroniona jest przez tajemniczy pierścień, który wybudowany został dawno temu przez zapomnianą cywilizację.  Niestety w pewnym momencie na świecie zaczęły pojawiać się tajemnicze potwory, które przejmują kontrolę nad roślinami i zwierzętami i atakują ludzkie osady. Organizacja mająca monopol na produkcję katalizatorów Somy - stworzyła specjalny oddział zwalczający te stwory - Pharzuph. Fabuła jest skupiona dookoła tej grupy, w której centrum jest dwóch nowych członków: młody chłopak Welt i (jakby mogło być inaczej w jRPGu!) dziewczyna z amnezją Idea, którą Pharzuph znajdują podczas jednej z misji. Jakkolwiek sztampowo to by nie brzmiało, Soraya Saga umie w sztampę i rozwikłanie zagadek kim jest Idea, skąd się wzięła Soma i o co chodzi z tym pierścieniem jest bardzo, że tak to nazwę „Monolithowe” z porządnymi zwrotami akcji i sympatycznymi bohaterami. Nie zdziwiłbym się, gdyby część motywów z Soma Bringer służyło jako zalążek powstałego dwa lata później Xenoblade.  
 
3C56XG7.jpg?1 
 
Co do rozgrywki, to na początku wybieramy jednego z siedmiu dostępnych bohaterów, co określa naszą profesję i możliwe do użycia bronie. Grając samemu dowolnie dobieramy pozostałych dwóch członków drużyny i nie musimy się martwić ani o ich poziom, ani o ekwipunek. Kierunek rozwoju postaci oraz itemy wybieramy wyłącznie dla naszego lidera. Systemowo Soma Bringer ma daleko do zawiłych, pełnych sub-menusów gier z jakich najbardziej znane jest dzisiaj Monolith. Do ogarnięcia mamy zaledwie cztery statsy, w które pakujemy punkty oraz zależne od wybranej broni ataki specjalne, które przypisujemy do przycisków BXY. Fajnym patentem jest możliwość dowolnego odejmowania i dodawania punktów ataku, tzn. że możemy dowolnie przeprowadzać ponowną specyfikację postaci jak tylko nam wypadnie jakaś ciekawa, mocna broń.

7vCVTWF.jpg
ekran statystyk postaci

 
Walka polega na zadawaniu najpierw jak najszybciej obrażeń podstawowym atakiem, aż nad potworem zaczną pojawiać się wykrzykniki. To jest sygnał, żeby odpalać specjale o takich dźwięcznych nazwach jak „backslash” i „gale slash”, które doprowadzą w końcu do „break’a” (brzmi znajomo? ;)), po czym możemy np. zacząć żonglować przeciwnikiem, jeśli mamy ku temu odpowiedni zestaw ciosów. Trzeba jednak uważać, żeby wróg z nami nie zrobił tego samego.
Ciekawie rozwiązane jest używanie przedmiotów odnawiających punkty życia i pasek do ataków specjalnych. Lką przełączamy między trybem atakowania i trybem itemów, w którym ABXY możemy obsadzić dowolnym przedmiotem. Niektóre potiony odnawiają HP/SP przez określony czas jak pięć sekund, inne od razu dodają np. 50% paska, ale potrzebują czasu na cooldown. Itemów wypada tyle, że potionki wrzucamy co chwila jak cukierki, co moim zdaniem bardzo pozytywnie wpływa na dynamikę rozgrywki, szczególnie podczas walk z bossami, gdzie trzeba mieć zwachę, żeby się nie mieć „zejścia” na wszystkich zamontowanych przedmiotach na raz.

XN7UB4K.jpg

Graficznie szału nie ma, bo kontrastujące ze sobą rysowane, dwuwymiarowe tło i trójwymiarowe postacie nigdy dobrze nie wyglądają, ale sam art style jest bardzo przyjemny. Tak jak wyżej pisałem – kojarzy mi się mocno z miksem Mana+Xeno. Ekran DSa ma bardzo niską rozdzielczość, w związku z tym jak kamera jest mocno oddalona gówno widać :olo: Twórcy sobie świetnie z tym problemem poradzili wprowadzając automatyczne zbliżenia kamery podczas starć, które o dziwo działają wyśmienicie. Ani razu nie czułem potrzeby manipulowania ustawieniami selectem (jest pięć odległości do wyboru). Wjazd w grupę przeciwników. Ciach, pach. Idziemy dalej do następnego kill roomu, widząc dobrze rozgałęzienia dróg. Poza paroma dwuekranowymi statycznymi scenkami całość przedstawiona jest na górnym ekranie. Dolny pokazuje nam aktualne obłożenie przycisków oraz mini-mapę, nie posiada żadnych funkcji dotykowych.  

fDXJbzC.jpg
tak najczęściej wygląda dolny ekran

Niestety level design już nie sprawia tak dobrego wrażenia jak pozostałe elementy gry. Przede wszystkim brakuje eksploracji. Poza okazjonalną ślepą uliczką ze skrzynią nie ma mowy o zwiedzaniu. Żadnych godnych odwiedzin zakamarków ani ładnych miejscówek. Mapki to po prostu ogroooomne kill roomy. Gdzie przez pierwsze parę rozdziałów to nie przeszkadza za bardzo, bo często monotonię przerywają cutscenki i zmieniające się otoczenie. Jednak szczególnie finalny etap się ciągnie w nieskończoność. Chyba z dobre 5-6 godzin się tłukłem po jednej z końcowych mapek. Nawet sobie rozrysowałem na kartce łączenia między kolejnymi pomieszczeniami, bo były tak bardzo do siebie podobne, że łatwo można się było zgubić:
 
Spoiler


:ninja: :yao:
 
Po przejściu głównego wątku pojawiają się dodatkowe EX Chapters, nakreślające nieco backstory każdego z bohaterów. Te rozdziały charakteryzują się losowo tworzonymi mapkami.
 
Muzyka za to nie zawodzi. Yasunori Mitsuda zawsze trzyma poziom i może to siła sugestii, ale ja tu słyszę odrobinę Bionis Field :ftopa:
 
To chyba wszystko, co mi przychodzi zaraz po skończeniu gry do głowy. Nie ma licznika czasu gry, ale nie zajęło mi to chyba dłużej niż 35-40 godzin. Mimo pewnej monotonii pod koniec bardzo dobrze się bawiłem. Kolejna perełka w i tak już przeogromnej bibliotece NDS. Polecam jak chcecie zobaczyć co Monolith robiło dla Nintendo przed Xenoblejdami.
 
(PS. DSi XL to prze-handheld :bowdown: )


--------

rUtJlui.jpg

m5oWY4j.jpg
  • 4

#2 ndl Napisany 11 lipiec 2020 - 18:45

ndl

    Mokujin

  • Narybek
  • 38 Postów:

Super, że ktoś to w końcu ograł, nie wiedziałem że jest ang "patch". Muszę wyciągnąć chyba DSa.


  • 0



Inne z tagami: